Napisałem w ostatnim artykuliku, ze komentarz dopiszę po imprezie o nazwie TARCZA 2011. I rzeczywiście, po krótkim odpoczynku z satysfakcją piszę ciąg dalszy.

Jesteśmy po dwóch znaczących imprezach dla światka militarystów. Operacja Południe i Tarcza 2011. OPERACJA POŁUDNIE jest imprezą ogólnopolską, znaną i uznaną wśród kolekcjonerów militariów. Oczywiście zdania na jej temat są podzielone jak na temat każdej imprezy. Są malkontenci i bezkrytyczni bałwochwalcy. Nie mniej jednak impreza się liczy, bo jeśli o niej mówią, to znaczy że jest ważna. Jednakże Zlot w Bielsku, w takim kształcie jak dotychczas powoli się wyeksploatowuje. Widać to jak po ilości uczestników, tak po ilości odwiedzających. Szczególnym barometrem takich imprez są handlowcy, którzy w znaczny sposób odczuli spadek obrotów w stosunku do lat ubiegłych. Charyzmatyczni organizatorzy tej imprezy stali się mało widoczni, poza nieocenionym wspaniałym Przemolem i jego żoną którzy pojawiali się wszędzie i gospodarskim okiem czujnie strzegli aby impreza odbyła się godnie i spokojnie w fajnej atmosferze. I rzeczywiście. Po za utyskiwaniem nad umywalkami, gdzie jak zwykle nie można było się umyć, impreza przebiegała niezmiennie w spokojnej i miłej atmosferze jak przez ostatnich kilka lat.
Tak, właśnie. W NIEZMIENNEJ, a więc w trochę nudnej i sztampowej, gdzie wiadomo ze nic innego się już nie wydarzy. Pokaz statyczny, pokaz ruchomy, parada i znowu prezentacja statyczna. Brak możliwości przejażdżek, i możliwości szaleństw które przyciąga Borne Sulinowo czy Darłowo….
W poprzednim artykule krytycznie wyraziłem się o komentatorze skupiającym się tylko na aliantach, gazikowców, skociarzy, i wszelkie socjalistyczne zdobycze techniki militarnej traktując lekko po macoszemu… W moich słowach przebijał żal kolekcjonerów którzy są pasjonatami nie tylko ”łylisów” czy „dodżów”.
Odpowiedzią na to mógł być Zlot Pojazdów Militarnych Państw Układu Warszawskiego Tarcza 2011.
Postanowiliśmy w tym roku być na obydwu imprezach, chociaż dzieliła je odległość aż dwustu kilometrów, i tylko siedmiu dni. Dla naszych kieszeni było to olbrzymie obciążenie. Więc na obydwie imprezy udaliśmy się w okrojonych sprzętowo składach.
Pojechaliśmy na imprezę do Bielska która była znaną, pewną i uznaną, i na imprezę do Opola której jedyną gwarancją była znajomość miejsca i organizatora. Reszta była nieznanym…..
Pierwszym rzutem były obydwie gąsienice i Paskud, który na wszystkich zlotach jest naszym domem. Już od czwartku spływały do nas zachęcające informacje dotyczące warunków na poligonie w Winowie.
Przybyliśmy na drugi dzień wieczorem, z lekką „obsuwą” czasową, ale pełny obóz przy tak zgranym zespole stanął w ciągu godziny. Dwa „enesy”, parasol, rozłożone kanadyjki i aneks kuchenny. Nad obozem dumnie powiewała polska flaga. Potem oczywiście zabawa i integracja. Dużo się działo.
…wracając jednak do „porównań”, które w przypadku Tarczy 2011 i Operacji Południe wypadają zdecydowanie na niekorzyść tej ostatniej. Ale tylko w przypadku jeśli patrzy się na to oczami „gazikowca” czy innego właściciela pojazdu postkomunistycznej produkcji.
W pewnym momencie zobaczyłem amerykańskiego żołnierza w mundurze słynnej 101 dywizji powietrznodesantowej. 100 procent Normandii… Był lekko zdezorientowany, aż wreszcie ktoś mu powiedział że to nie D-Day, a manewry państw-stron Układu Warszawskiego. Nie ta epoka i nie ten styl. Poczułem lekką satysfakcję, bo „alianci” już przecież swoje miejsce mają.
Operacja Południe nie zniknie z mapy imprez, bo na stałe wpisała się do ich kalendarza. Jeżeli jednak hit sezonu jakim okazała się Tarcza 2011 utrzyma się przez lata następne, to być może będzie to impreza na której, będziemy mogli oglądać Rafała Biera w mundurze radzieckim prowadzącego Gaza 69.
Przeczytałem na naszej stronie żal Bosmana do organizatora Operacji Południe o brak pomocy i pozostawieniu samych sobie po zlocie na bielskich błoniach. Nie należy ich jednak odsądzać od czci i wiary. To już jest ryzyko wkalkulowane w koszt właściciela pojazdu. Przecież musieliby resztę lipca poświęcić na zbieranie niedobitków z placu…. Nie mniej jednak, dowodzi to pewnej rutyny w jaką wpadli organizatorzy tej największej na południu kraju imprezy. Nie może być tak ze nikt z miejscowych nie udzielił im pomocy merytorycznej. Znalezienie warsztatu, pomoc przy znalezieniu mechanika... Parę lat temu, gdy padł BRDM, postawa organizatora była zupełnie inna.
Operacja Południe nie zniknie z kalendarza imprez, bo „czystość rasowa” jaka jest wymagana w konwencji „TARCZ”, uniemożliwi nam kontakt z innymi militarystami. Jednakże powinna zmienić trochę konwencję i reżyserię tej wspaniałej skądinąd imprezy. Niech będzie ona nadal z przełożeniem na „aliantów” jak jest do tej pory, ale coś zmienić w tej imprezie trzeba. Bo liczba jej odbiorców w porównaniu do lat ubiegłych w ciągu ostatnich dwóch lat drastycznie spadła.
„Tarcza 2011” jest strzałem w dziesiątkę, bo oferują ogromny teren do rozjeżdżenia na wszystkie sposoby. Pomoc techniczna jest w każdym momencie ogromna. Z ludkiem militarnym, wiadomo, bywa różnie… Piszę to pomimo ze sam jestem militarystą i nigdy nie zgrzeszyłem offroadem. Po prostu tak jest. Tarcza jest imprezą surową, chociażby przez sam fakt iż leży na poligonie daleko od miasta. Jednak warunki sanitarne, możliwość umycia się zdecydowanie przeważa na jej korzyść. Punktów poboru wody było wystarczająca ilość. Nigdy nie zabrakło wody chociaż były momenty że lało się ze wszystkich kranów strumieniami :) . Wszak błotne kąpiele były domeną załóg większości pojazdów. Niektórzy tylko bali się ochlapać, przedkładając poranny makijaż nad maseczkę z błota ???. Catering w porównaniu do Operacji był uboższy, ale też tłumu tam nie widziałem.
Cena 25 zł za wjazd. W tym bardzo ładny znaczek, barszcz, dwa piwa, naklejka, w cholerę miejsca do rozjechania i ładne, chociaż nie wiem czy potrzebne, striptizerki…..To bardzo dużo, i jeśli ktoś z naszej ekipy nie zapłacił za wjazd, to jest mi za niego wstyd.
Dużo aranżowanych przemieszczeń pojazdów, fajnie wymyślona tyraliera połączona z super wybuchem. Wieczorne ściągniecie flag, i wspólne zdjęcie z oficerami państw-stron Układu Warszawskiego biorących udział w manewrach. Niezapomniane, bardzo fajne chwile….
Jednym słowem pogratulować Heli organizacji. Jak fajnie się bawiliśmy można zobaczyć w naszym obszernym materiale zdjęciowo-filmowym. Na Operacji Południe w tym roku polegliśmy. Sprzęt zawiódł na całej linii. Stąd i materiał niezbyt bogaty, bo nie było co uwieczniać. Nie warto było. Ale materiał z Tarczy 2011 dowodzi że chwilowy spadek formy nie odebrał nam animuszu. Daliśmy czadu.
Dla niektórych byliśmy za głośni, cholernie irytujący, zbyt pewni siebie i wszędzie nas było pełno. Przepraszamy jeśli komuś przeszkodziliśmy. Po prostu to ten cholerny Bosman którego nie dało się powstrzymać. A reszta za nim jak te stado baranów (i owieczek)… Wyli, wrzeszczeli, cieszyli się, pili piwo, i rozrabiali jak pijane zające w kapuście… A mogli grzecznie na oponkach siedzieć i rozpamiętywać miłe wydarzenia w cichości ducha.
Przepraszamy Cię Hela za brak pokory, bezczelność, i robienie dużego hałasu. Ale obiecujemy ze w przyszłym roku przyjedziemy jeszcze większą ekipą, w jeszcze większym składzie, jeszcze pewniejsi siebie, z nowymi gąsienicami, i rozjeździmy więcej placu. Będziemy jeszcze głośniejsi i jeszcze hałaśliwsi. Tylko zamiast striptizerek postaw piwo, bo szkoda czasu marnować na rozebrane panienki.
Więc jeszcze raz: OGIEŃ NA TŁOKI!!!!!!!! I daaaaaalej jedziemy na maksa powspominać chwile naprawdę świetnej zabawy.
Komendant Małej Armii „Grupa Śląsk”
Wacław Widuchowski








foto: Adam Widuchowski