Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash


 

„Idą pancry na Wujek” 


Idą pancry na "Wujek"
Przyszli nocą w uśpiony dom, 
Wyciągali nas chyłkiem, jak zbóje, 
Drzwi zamknięte otwierał łom -
Idą, idą pancry na "Wujek".
A gdy opadł i strach i gniew -
Jeden wybór: kopalnia strajkuje, 
Choć staniała bardzo nasza krew, 
Idą, idą pancry na "Wujek".
W tłumie przy bramie, do matek i żon
Z płacht na murach klejonych zlatuje
Czarną treścią komunikat WRON
Idą, idą pancry na "Wujek".
Kilof, łańcuch ściska nasza dłoń, 
Wózków szereg bieg czołgów 
wstrzymuje, 
Już milicja repetuje broń, 
Idą, idą pancry na "Wujek".
Płoną znicze ku zabitych chwale, 
Ale zgasła nadzieja na potem. 
Gdzie twe czyste ręce, generale? 
Zawracają pancry z powrotem.

 

 

…. decyzja o pacyfikacji „Wujka”  zapadła na naradzie WKO, która odbyła się 15 grudnia o godz. 19. w Urzędzie Wojewódzkim. Posiedzenie Sztabu w sprawie tzw. odblokowania kopalni „Wujek” płk Jerzy Gruba(KW MO) zwołał o godz. 22.00 w Komendzie Wojewódzkiej MO w Katowicach.  O godzinie 23. w tym samym miejscu odbyła się narada z przedstawicielami wojska., które reprezentował płk J. Bielecki oraz Dowódca 25 Pułku Zmechanizowanego w Opolu mjr Z. Pytko ze swoim zastępcą mjr. K. Kostoszem i oficerem kontrwywiadu kpt. R. Kręgielem. W zgodnej ocenie oficerów wojska narada nie była przygotowana ani organizacyjnie ani merytorycznie. Nie dysponowano nawet mapą sytuacyjną, a prowadzący ją płk Okrutny(KW MO) wychodził co jakiś czas, by konsultować kolejne decyzje.
Zadania wojska – jak to określono w trakcie nocnej narady - polegać miały na demonstracji siły, dokonaniu wyłomów w murze ciężkim sprzętem, wykonaniu uderzenia pozornego w rejonie bramy głównej i wsparcie sił milicyjnych wewnątrz kopalni sprzętem ciężkim w celu wykonania wyłomu w barykadach. Ustalono, że żołnierze nie będą wchodzić na teren kopalni, a osłonę czołgów zapewnią oddziały milicyjne
Godzinę rozpoczęcia operacji wyznaczono na 8.00, a do jej wykonania zaplanowano użycie sił milicyjnych w liczbie 1471 funkcjonariuszy oraz wojskowych w liczbie 760 żołnierzy.  czyli 6 kompanii piechoty i 6 plutonów czołgów, dysponujących 22 czołgami i 44 bojowymi wozami piechoty. 
Kilka minut po godzinie 8. rozpoczęto operację otaczania kopalni siłami milicyjnymi, do których z półtoragodzinnym opóźnieniem dołączyło wojsko. 
Około godziny 9. na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka wraz z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem miasta Katowic, Jerzym Cyranem. Przedstawicielom komitetu strajkowego oświadczyli, że chcą się spotkać z załogą. 
Górnicy zebrali się przed łaźniami, między szatnią szafkową a łańcuszkową. Jeden z oficerów zaczął przemawiać, przekonując, że strajk nie ma sensu. Odpowiedzią górników był …śpiew.  Zupełnie spontanicznie odśpiewano hymn państwowy, a goście zostali zmuszeni do przyjęcia postawy zasadniczej i salutowania.
Odchodząc wśród ogólnego tumultu przedstawiciele władz zakomunikowali, że dają załodze godzinę czasu na przerwanie strajku i opuszczenie kopalni. Górnicy mieli na to odpowiedzieć, że jeżeli do akcji przystąpi wojsko, to oni nie będą agresywni i opuszczą kopalnię, jeżeli milicja, to każdy sam zdecyduje, czy da się spałować. Wszystko jednak wskazuje na to, że te deklaracje – jeśli faktycznie padły – nie mogły już zmienić scenariusza napisanego przez sztabowców milicyjno-wojskowych. 
O godzinie 9.30 z dyrekcji przekazano górnikom polecenie, aby teren kopalni opuściły wszystkie kobiety, a pół godziny później siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje. Zgodnie z planem taktycznym odcięto całkowicie kopalnię od miasta. O godzinie 11. rozpoczęto akcję „oczyszczenia przedpola”, czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą główną za pomocą armatek wodnych i gazu.

Działania w rejonie bramy kolejowej rozpoczęły się od wykonania wyłomu w murze, przez który wjechały trzy czołgi oraz kilka Bojowych Wozów Piechoty. W ślad za nimi postępowali funkcjonariusze 1 kompani operacyjnej BCP ( Bataliony Centralnego Podporządkowania  ZOMO) wspomagani przez kompanie tzw. oficerskie z KW MO i ORMO. Kierując się drogą w stronę budynku warsztatu mechanicznego, jeden z czołgów najechał na barykadę i zawisł na niej. Wykorzystując zamieszanie w szeregach milicji, górnicy przystąpili do kontrataku. Siły milicyjne zostały zmuszone do odwrotu, w trakcie którego trzech funkcjonariuszy wpadło w ręce górników.
Działania na odcinku głównym – od ul. Wincentego Pola - rozpoczęły się od staranowania przez czołg muru na wysokości magazynu budowlanego.  Pierwsze wejście ZOMO na teren kopalni nastąpiło około godz. 12.05

Strajkujący górnicy cofali się przed atakami wozów pancernych i postępujących za nimi milicjantów, a następnie posuwali się naprzód, w momencie gdy siły pacyfikacyjne wycofywały się. Milicjanci wkraczający na teren kopalni wyposażeni byli w kaski z przyłbicami, okulary ochronne, maski przeciwgazowe i długie pałki (75 cm). Jedna trzecia z nich posiadała plastikowe tarcze. Każdy funkcjonariusz posiadał paczkę ręcznych granatów łzawiących. Na każdą drużynę przypadała jedna wyrzutnia gazów. Stojący naprzeciwko zomowców górnicy uzbrojeni byli w długie piki, łańcuchy, siekiery lub style. Starcia polegały jednak przede wszystkim na wzajemnym obrzucaniu się petardami z gazem, cegłami, nakrętkami  lub elementami palenisk. Z budynku kotłowni górnicy zrzucali na atakujących zomowców ciężkie przedmioty, zmuszając ich wielokrotnie do wycofania się.  Po pewnym czasie zomowcy zaczęli powracać przez wyłom na zewnątrz kopalni. Najpierw pojawili się ci najbardziej pokiereszowani, bez kasków, pał i tarcz. Widać było, że mocno musieli oberwać, że górnicy się bronili. Musieli być wściekli. Po nieudanych próbach zepchnięcia górników i zmuszenia ich do poddania się, zdecydowano o wykonaniu drugiego wyłomu. Tym razem przez  płot za budynkiem wagi. Do tej chwili siły ZOMO nie posiadały broni palnej. Krótko przed godziną 12.30 na teren kopalni weszli jednak funkcjonariusze plutonu specjalnego. Od reszty sił milicyjno-wojskowych wyróżniali się wyglądem. Na mundury polowe nałożone mieli ciemne kamizelki. Kaski w kolorze zółtozielonym nie miały przyłbic. Nie mieli tarcz, ale w parcianych kaburach widoczne były pistolety maszynowe Pm 63. Cały pluton specjalny dysponował również nożycami do cięcia metalu, linami, łomami i siekierami. Brali oni już udział w początkowej fazie działań wraz z pozostałymi formacjami ZOMO, ale zostali wycofani poza teren kopalni. Tym razem mieli wejść jako osłona czołgu, dokonującego drugiego wyłomu. Pomimo to, weszli na teren kopalni przez płot i zajęli stanowiska: jedno w świetle bramy głównej, za żeliwnymi wózkami, i drugie na podeście przed magazynem odzieżowym. O 12.31 płk Kazimierz Wilczyński zwraca się do kierujących akcją o zezwolenie na użycie broni. ……………

Specjalna Komisja Sejmowa badająca w 1991 r. okoliczności śmierci górników ustaliła, że strzelano krótkimi seriami, w odstępach czasu w wybrane cele. Strzały były oddawane w chwilach, gdy zomowcy byli oddaleni od górników o około 20 metrów i nie stwarzali żadnego zagrożenia dla któregokolwiek funkcjonariusza. 
Od ran postrzałowych śmierć ponieśli na miejscu: 
- Ryszard Gzik – lat 35, żonaty, osierocił córkę w wieku 11 lat, pracował na kopalni od 1978 r.; śmierć poniósł od rany postrzałowej głowy; 
- Bogusław Kopczak – lat 28, żonaty, ojciec dwuletniej córki, pracujący na kopalni od marca 1981 r.; śmierć poniósł od postrzału w brzuch; 
- Zenon Zając – 22 lata, kawaler, pochodził z Wielkopolski, zatrudniony na kopalni od stycznia 1978 r., postrzał w klatkę piersiową; 
- Krzysztof Giza – 24 lata, kawaler, pochodził z Zamojszczyzny, na kopalni pracował od kwietnia 1978 r., postrzał w tętnicę szyjną i krtań; 
- Zbigniew Wilk – 28 lat, żonaty, syn w wieku 3 i córka 5 lat; trzykrotny postrzał w plecy; 
- Józef Czekalski – lat 48, żonaty, 1 dziecko – 19 lat, pracujący na kopalni od września 1953 r.; mieszkał w bloku przy kopalni. 
Po przewiezieniu do szpitala zmarli: 
- Andrzej Pełka – lat 19, zmarł w szpitalu w nocy z 16 na 17 grudnia 1981 r.; postrzał w głowę; 
- Joachim Gnida – lat 28, żonaty, zmarł 2 stycznia 1982 r. nie odzyskawszy przytomności, osierocił dwuletnią córkę, postrzał w głowę; 
- Stawisiński – lat 22, kawaler, pochodził z Koszalina, zmarł 24 stycznia 1982 w szpitalu w Katowicach-Ochojcu, nie odzyskawszy przytomności, postrzał w głowę. 

W wyniku działań sił milicyjno-wojskowych rannych zostało 47 górników.  24 górników zostało postrzelonych w bardzo charakterystyczny na ogół sposób – „postrzał w jamę brzuszną”, „postrzał w klatkę piersiową”, „rana postrzałowa czaszki” U 14 górników stwierdzono zatrucie gazem lub chemiczne uszkodzenie wzroku. Ponadto stłuczenia, złamania kończyn, uraz twarzo-czaszki.  Pozostałych 9 górników wymieniłem powyżej z imienia i nazwiska.

Komendant Małej Armii „Grupa Śląsk”
Wacław Widuchowski

Opracowane na podstawie publikacji Instytutu Pamięci Narodowej.