Zawartość tej strony wymaga nowszej wersji programu Adobe Flash Player.

Pobierz odtwarzacz Adobe Flash


Skoty bez kół, czyli jak strzelić sobie w kolano.

Obejrzałem dzisiaj w internecie czternasto sekundowy filmik. Obejrzałem raz, obejrzałem drugi, przetarłem oczy i nie uwierzyłem własnym oczom. Gdzieś po jednej ze śląskich dróg raźnie pomykał sobie SKOT i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że zamiast na ośmiu kołach, jechał sobie na siedmiu (sic!!!) Naprawdę!!!! Bęben na prawej osi wisiał sobie luźno około 15-20 centymetrów nad nawierzchnią jezdni. Filmik nakręcony telefonem komórkowym, więc złej jakości, jednak dające się rozczytać oznaczenia uświadomiły mi kto tym jechał. Jeszcze miałem nadzieję że to jakieś nieporozumienie, ale widniejący pod filmikiem komentarz pozbawił mnie złudzeń.

Oczywiście ja wiem ze „nie takie rzeczy się robiło”, i wcale nie mam czystszego sumienia od kierowcy prowadzącego SKOTA. Ale jazda o własnych siłach, w biały dzień, miejskimi ulicami każe mi poddać w wątpliwość zdrowy rozsądek prowadzącego. Pomijam względy bezpieczeństwa dla innych użytkowników dróg. To oczywiste. Ale ryzyko wpadki przed gliniarzami to więcej niż problem samego kierowcy. To problem wszystkich śląskich militarystów, którym taki „popis”psuje opinię. Ryzyko wpadki to nie tylko policyjny radiowóz, to również kamery miejskiego monitoringu. A przed tym żadna „czujka”jadąca z przodu nie uprzedzi. Jeśli już autorowi tego pomysłu udało się umknąć, to wywieszenie swojego „sukcesu” na znanym internetowym portalu społecznościowym świadczy o kompletnym pozbawieniu wyobraźni. Tu nawet nie ma z czego się śmiać. Wiem ze to bardzo ostre słowa, ale ta historia i poniższe które pozwolę sobie przytoczyć uświadamiają nam jak bardzo militaryści potrafią sobie strzelić w kolano.

Historia pierwsza……

Pewien słoneczny niedzielny poranek. Wokół świeżo wyremontowanego pojazdu pancernego kręci się parę osób. Transporter powierzony do remontu i sprawowania opieki nad nim jest zalążkiem przyszłej kolekcji. Parę kółek po placu, jednak to trochę za mało. Wreszcie ktoś rzuca „genialny” pomysł. Wybierzmy się do pobliskiego marketu na zakupu. Wszyscy pakują się jako desant do transportera, i z radosnymi okrzykami ruszają w dziewiczą podróż. Jako ze godzina wczesna, na chodnikach sporo osób na ogół starszych zmierzających w kierunku kościoła. Pojazd zwalnia przed przejściem na które wchodzą dwie starsze panie. W pewnym momencie ze strony pojazdu pada radosne „tratatatata….” . Panie w popłochu opuszczają pasy i stoją przy krawężniku. Na twarzy widać przerażenie…. Wycieczka nie przejmując się wywoływanym wrażeniem, po zrobieniu zakupów wraca do Bazy. W chwilę po zgaszeniu silnika za transporterem wjeżdżają z piskiem opon trzy radiowozy policyjne. To wystraszone panie zadzwoniły na komendę policji z pytaniem czy to nowy stan wojenny. Na szczęście dokumenty transportera są w porządku, kierowca też bez zastrzeżeń. Skończyło się na nieprzyjemnej reprymendzie.

Historia druga...

Do przejścia dla pieszych zbliża się taksówka, gdy nagle za zakrętem wyłania się transporter opancerzony. Widok tak zaskakujący, ze zagapiony taryfiarz z trudem wyhamowuje przed pasami na których znalazł się nagle przechodzień też przyglądający się niespodziewanemu widokowi. Kierowca karetki pogotowia zatrzymał się szczęśliwie za taksówką, ale szczęście to tylko pozorne, bo w zatrzymującą się niespodziewanie karetkę z impetem wbił się samochód dostawczy. Karetka przesunięta pod wpływem uderzenia do przodu kompletnie demoluje bagażnik taksówki. Nieświadomy wrażenia jakie spowodował swoim pojawieniem się transporter znika za następnym zakrętem. Na miejscu pozostają trzy rozbite samochody, wściekli ludzie. Nadjeżdża Policja, Pogotowie, Straż Pożarna do zneutralizowania wyciekających płynów. Transporter nie brał udziału w wypadku. Policja tylko profilaktycznie zebrała dane kierowcy.

Historia trzecia…

Drogowa Trasa Średnicowa. Przed tablicą z napisem Chorzów w kierunku Katowic zatrzymuje się SKOT. Spada ciśnienie oleju. Doskonale zgranej załodze nie trzeba słów. Natychmiast otwarta komora silnika i po kilku minutach wyciek zlokalizowany w zaskakującym miejscu. Pod rozrusznikiem. Decyzja o demontażu i okazuje się ze ekipa naprawiająca dzień wcześniej rozrusznik przy niedbałym i pospiesznym zakładaniu, zgniotła wężyk prowadzący do czujnika ciśnienia oleju. Skutek tylko jeden. Olej „wyrzygało” Na dokładkę padał deszcz i DTŚka świeciła kolorami tęczy przez cały odcinek Świętochłowic. Pan z Policji z nami nie dyskutował. Straż Pożarna z detergentami , pomoc drogowa, Straż Miejska, i na koniec potężny holownik.

Historia czwarta….

Chorzów. Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku. Impreza plenerowa dla mieszkańców Śląska. Jedną z atrakcji jest interaktywny pokaz sprzętu militarnego w wykonaniu grupy rekonstrukcyjnej. Tłum kłębi się wokół stalowych potworów na ośmiu kołach. Na jednym z nich w wieżyczce tkwi budzący respekt KPWT kalibru 14,5 milimetra. Nieopodal w cieniu drzewka za kierownicą UAZa siedzi młody człowiek w mundurze. W rękach legendarny AK 47. Suwak, przeładowanie, palec na spust i klekot suchego strzału… Chłopak wyraźnie się nudzi. W pewnym momencie nadjeżdża mężczyzna na rowerze. Kask na głowie, ciemne okulary, markowy ciuch, słuchawki walkmana w uszach. Rowerzysta przyhamowując przy aucie rzuca jakieś pytanie. Kierowca UAZa odwraca się bezwiednie kierując lufę w stronę pytającego. Wszystko trwa ułamek sekundy. Jak z pod ziemi wyrastają „przechodnie” i przerażony „wojak” z fachowo podkręconymi ramionami na plecach zmienia pojazdy nie dotykając ziemi. Ląduje w nieoznakowanym samochodzie policyjnym. Na szczęście kałach okazuje się być doskonałą, aczkolwiek niegroźna repliką. „Rowerzysta” odjeżdża, „przechodnie” znikają, Kierowca UAZa znowu na swoim miejscu. Z tą tylko różnicą, ze „kałach” stoi zabezpieczony w swoim miejscu, a oszołomiony chłopak nie kieruje już bezmyślnie lufy w stronę tłumu. I tylko organizatorzy imprezy muszą pokazać drewniane granaty tkwiące w uchwytach SKOTA, oraz grubościenną rurkę pieczołowicie udającą działko. Na całe szczęście zakończyło się tylko na wstydzie….

Historia piąta…

Obrazek pierwszy. Niedziela. Hałdy w Rudzie Śląskiej. Wiosenny słoneczny poranek zachęcał do rodzinnej wycieczki rowerowej. Mama otwierająca kolumnę, zaraz za nią trzynastolatek, parometrowy odstęp i dwójka maluchów jedno za drugim, na końcu głowa rodziny pilnująca aby nikt się nie zagubił. Nagle zaszeleściły krzaki. W lukę w kolumnie niespodziewanie wpada sześcioosobowy zespół Rambo. Doskonały kamuflaż, niemal nie do odróżnienia na tle zieleni, profesjonalizm w zabezpieczeniu terenu, całkowita cisza. Zniknęli bezszelestnie jak duchy. DUCHY. Jadący z przodu nawet nie zauważyli co się stało. Tylko maluchy na swoich rowerkach przerażone powpadały na siebie. Zaskoczony ojciec nie zdążył się zatrzymać. Trzask łamanego roweru, płacz dzieci. Matka odwróciwszy się zobaczyła już tylko pobojowisko. .. W chwilę później. Niedaleko grupka złomiarzy opalająca kabel stała nieruchomo widząc wycelowane w siebie lufy karabinków pewnie trzymane w dłoniach doskonale wyszkolonych komandosów. Po chwili nagle bez słowa rozpłynęli się powietrzu jak duchy. Zakochana para na spacerze, naiwniak poszukujący grzybów, facet z auta podrzucający śmieci na hałdach. Wszyscy widzieli wojsko. Jakiś trenujący maratończyk miał wrażenie ze za nim strzelają. Tak jakby krople deszczu zatrzepotały o liście krzaków serią… cicho, bezgłośnie.

Historia szósta.

Manewry techniczno - obronne organizowane przez popularną organizację społeczną. Dwóch uczestników będących jednocześnie „komandosami” z ASG postanowiło urozmaicić sobie manewry i wdrapało się na dach jednego z budynków z replikami M16 A1. Niestety „czuwanie” na słoneczku, brak „celów” i „obiektów” znużyło naszych pogromców terrorystów i pospali się jak dzieci. Obudziło ich niezbyt delikatne szturchnięcie. Gdy po otwarciu oczu obrócili się na plecy, zobaczyli nad sobą „konkurencję” z katowickiej AT. W pełni uzbrojeni, w goglach z minami nie wróżącymi niczego dobrego. Jakiś sąsiad okazał przenikliwą czujność, wykazał postawę obywatelską i licząc na laury zadzwonił na policję. Tym razem po za perturbacjami jakie miał organizator imprezy i po tłumaczeniach, skończyło się szczęśliwie. Tylko nieszczęśni „komandosi” przez dłuższy czas byli obiektami kpin i żartów.

Wiele można by jeszcze opowiedzieć. Ale te wszystkie historie łączy fakt ze są prawdziwe. Jedna z nich stała się w mojej obecności, inne zostały mi opowiedziane i potwierdzone w niezależnych źródłach. Wszystkie łączy również to ze z powodu braku wyobraźni przysparzamy wielu służbom niepotrzebnej i zbędnej roboty. Rozmawiałem niedawno z gliniarzami z komendy wojewódzkiej. Jako ze rozmowa była nieformalna to i usłyszałem parę rzeczy do słuchu. I nie było mi miło. Obiecałem jednak że przekażę co usłyszałem. Jesteśmy traktowani „ulgowo”. I dopóki nic się nie stanie, nadal będziemy tak traktowani. Ale coraz więcej pojazdów „wojskowych” porusza się po śląskich drogach. Wzbudzają czasami sporą sensację. Jako ze nietypowe powodują możliwość zagrożenia w ruchu drogowym. Oczywiście mówimy tu o pojazdach dopuszczonych do ruchu, a więc posiadających wyposażenie zgodne z Kodeksem Drogowym. Przepisy ruchu drogowego nie regulują specjalnie sposobu poruszania się tego typu pojazdów. Jeśli spełniają one wymogi artykułu 32 Prawa o Ruchu Drogowym, to zmartwienia nie ma. Ale BRDM czy SKOT to nie samochód popularnej marki. I ma prawo budzić zaskoczenie. Mówimy o czymś takim co jest określone „odwróceniem uwagi kierowcy” Może to śmieszny przykład, ale właśnie dlatego niektóre województwa z takim poświęceniem pousuwały przydrożne panienki i zbyt nachalne lub kontrowersyjne reklamy.

JEŻDZIJMY Z POJAZDAMI PILOTUJACYMI. Żółty kogut wystarczy do uprzedzenia innych użytkowników drogi ze nadjeżdża „coś” na co należy zwrócić uwagę. Może nie jest to zgodne z Prawem o Ruchu Drogowym, ale nie jest wbrew niemu .

JADĄC TRANSPORTEREM NIE MOŻNA PRZEWOZIĆ OSÓB NA ZEWNĄTRZ POJAZDU. Z tym policja będzie walczyć bezwzględnie. To nie Rudy 102 i desantu przewozić nie wolno.

KATEGORYCZNIE ZLIKWIDOWAĆ WYCIEKI PŁYNÓW! Nawet minimalne. Transportery mają to do siebie ze mają być szczelne. Niestety zbiera się w nich deszczówka, i wypłukując z komory silnikowej resztki olejowe powodują ogromna rozlewającą się plamę na drodze. SKOT którego prowadziłem policja chorzowska „aresztowała” za taką niesprawność techniczną. Transport lawetą na parking policyjny kosztował nas ponad 1800 złotych.

PODCZAS JAZDY POJAZDEM WOJSKOWYM UKRYĆ WSZYSTKIE ATRAPY BRONI. Niedopuszczalne jest „dla żartu” mierzenie z atrap broni do innych użytkowników drogi. To już nie mandat a kryminał. Niestety często zdarza się że rozbawione towarzystwo próbuje wciągnąć do zabawy wszystkich dookoła, łącznie z przechodniami.

ORGANIZJĄC MANEWRY ASG, NIE ZAPOMINAJCIE POINFORMOWAĆ NAJBLIŻSZEGO POSTERUNKU POLICJI. To tak niewiele, a zgłaszając swoje działania zabezpieczacie się przed przedwczesną interwencją. Nie trzeba wielkich ustaleń. Wystarczy na godzinkę przed imprezą wpaść do oficera dyżurnego i poinformować go ze w godzinach „od- do”, w tym rejonie będzie szwendało się kilkunastu umundurowanych ludzi którzy chcą poćwiczyć np. ….. musztrę. To nie jest pytanie o zgodę bo takiej zgody oficer dyżurny wydać nie może. To tylko informacja dla niego żeby w razie draki nie wzywał posiłków z Katowic, a wysłał tylko patrol na interwencje. Do czasu kiedy zabrzańska Policja nie nauczyła się że stacjonuje w ich mieście Mała Armia, każdorazowo opuszczając miejsce dyslokacji, informowaliśmy o tym oficera dyżurnego komendy miejskiej w Zabrzu. Uchroniło nas to przed wieloma kontrolami, i stratą czasu na zbędne wyjaśnienia.

NIE SPRAWDZAJCIE JAKIE WRAŻENIE ROBICIE NA OSOBACH POSTRONNYCH. Przecież wiadomo ze każdy rozsądny człowiek nie będzie pytał czy pistolet który trzymasz w łapie jest prawdziwy czy nie. Uzna Ciebie za półgłówka, i na wszelki wypadek będzie się Ciebie bał. Przebiegając bezszelestnie jak duchy z magazynkami pełnymi plastykowych kulek, możecie niespodziewających się niczego ludzi doprowadzić do zawału.

Jeśli już robicie jakiś idiotyzm i uchodzi Wam to płazem, to nie róbcie z siebie kretynów popisując się tym w internecie..

Oczywiście żeby nie było niedomówień. Jesteśmy bardzo życzliwie postrzegani przez społeczeństwo. Polski mundur wojskowy nigdy nie splamił się negatywnymi działaniami wobec społeczeństwa. Dlatego w rankingu instytucji o najwyższy stopień zaufania społecznego wojsko zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce. Zakładając mundur niejako część tego splendoru ściągamy na siebie. Nie zapominajmy o tym fakcie.

Komendant Małej Armii Grupa Śląsk

Wacław Widuchowski